Aloesowa głowa i ciało – maska i peeling Equilibra

Tuż przed porodem obiecałam recenzję kosmetyków Equilibra… Jednak końcówka ciąży była taki rollercoasterem, że sama nie wiem kiedy minęło prawie 2 tygodnie od porodu 🙂 Na szczęście post grzecznie czekał na publikację. Modelujący peeling do ciała i nawilżająca maska aloesowa do włosów czekały na swoje 5 minut na blogu już dość długo. Z bólem serca zobaczyłam w nich dno więc nie ma już na co czekać…

Zacznę może od peelingu bo nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Z peelingami solnymi zresztą bywa tak, że albo się je kocha albo nienawidzi. Ja generalnie lubię, ale wielokrotnie ich konsystencja mnie dobija. Tutaj nie było inaczej. Gdy odkręciłam pokaźnych rozmiarów opakowanie i zobaczyłam, że na wierzchu pływa gruba warstwa oleju to skwitowałam to jednym wielkim meh…

Na szczęście do opakowania dołączona jest szpatułka. Od razu zabrałam się za porządne wymieszanie kosmetyku. Trzeba się przy tym nieco namachać, ale bez tego kompletnie nie wyobrażam sobie aplikacji…

Gdy już wymieszamy produkt i doprowadzimy go do używalności możemy zacząć odkrywać jego zalety. I w tym miejscu muszę Wam powiedzieć, że warto przez to przebrnąć bo peeling potrafi nieźle zaskoczyć.
Pierwsza miłość to zapach – wiem, że to akurat najmniej ważny aspekt dobrego scrubu, ale ten choć ziołowy to przypomina połączenie mentolu z eukaliptusem. W składzie eukaliptusa nie znajdziemy, ale za to mamy gro innych ekstraktów. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale ten zapach działa na mnie odprężająco i odświeżająco. Po prostu cudo. 
Konsystencja po wymieszaniu jest dość przyjemna, łatwo się nakłada i pozwala na wykonanie całkiem przyjemnego masażu. Nie spływa i nie skapuje. Nałożony na wilgotną skórę idealnie wygładza skórę i poprawia koloryt. Dodatkowo zauważyłam, że ma działanie drenujące – zdecydowanie zmniejsza obrzęki, a coś o nich na końcówce ciąży wiem. Śmiem więc twierdzić, że regularne stosowanie usprawnia przepływ limfy, a co za tym idzie zwalcza cellulit. 

Skład oparty jest na naturalnych składnikach. Poza zwykłą solą i solą morską znajdziemy w peelingu olej z pestek winogron, sok z aloesu, olej słonecznikowy, olej kukurydziany, ekstrakt z kasztanowca, ekstrakt z bluszczu, ekstrakt z wąkrotki azjatyckiej, olej rozmarynowy, mentol, lecytynę i witaminę E.

Za 600 gramowe opakowanie z takim składem o naprawdę świetnej wydajności zapłacimy ok. 28 zł. Moim zdaniem naprawdę warto jeśli tylko lubicie solne peelingi. Jeśli nie bardzo to nie sądzę żebym mogła Was przekonać.

Szamponem i odżywką z linii Naturale byłam mega zachwycona. Musiałam więc wypróbować maskę z tej samej linii. Zakręcany pojemnik mieści 200 ml produktu o przyjemnym zapachu charakterystycznym dla całej linii. 

Konsystencja jest dość gęsta, budyniowa, ale bardzo łatwo rozprowadza się na wilgotnych włosach. Wielki plus za wydajność, mimo moich długich włosów, nie potrzebowałam stosować zbyt dużo. 
Najważniejsze są jednak efekty – trzeba przyznać, że maska to prawdziwa nawilżająca bomba. Niesamowicie nawadnia włosy, dociąża, sprawia, że znika sianowaty puch, a jednocześnie włosy nie tracą swojej objętości. W moim wypadku przekładało się to na połysk i piękny skręt.

Zerknijcie na wzmacniający skład.

To na bank nie ostatnie kosmetyki Equilibra, na które się zdecydowałam. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona, a linia Naturale do włosów zagości u mnie na stałe. 
Macie jakieś doświadczenia z marką? A może coś w szczególności Was kusi?

Poprzedni

Następny

Pin It on Pinterest