Hello April! Nowości i przyjemności czyli marzec w pigułce

Wczoraj miało być takie piękne „Hello April”, ale nie dość, że zdycham na przeziębienie to dodatkowo maluch chyba wchodzi przedwcześnie w okres buntu 2 latka i wieczorem padłam gdzieś między odcinkami Teorii Wielkiego Podrywu na Comedy Central… Dziś jednak pełna moblizacja i choć zaraz wypluję płuca to jednak wysmarowałam moje podsumowanie marca 🙂 A poniżej moja kwietniowa pierwsza strona z Bullet Journala. Totalnie nie miałam na nią pomysłu, ale na grupie Bullet Journal Polska zostałam wyróżniona po raz trzeci więc chyba jednak nie jest tak źle 🙂 Wciągnęłam się w ten system planowania na maksa!

Pixi, Pur Minerals, Morphe, NYX, Madara, It’s Skin, COSRX, EGF…

Już 2 marca na Insta pokazywałam Wam, jaką niespodziankę zrobiła mi przyjaciółka… taka ilość cudowności, że po prostu zaniemówiłam. Większość już w użyciu i powiem Wam, że przed tonikami Pixi faktycznie chylę czoła.
Creme de La Mer
A gdyby jeszcze tego było mało, w prezencie dostałam chyba najsłynnieszy krem świata czyli Creme de La Mer pod którym zresztą wywiązała się niemała dyskusja odnośnie parafiny. Choć z reguły stawiam na zupełnie inną pielęgnację to dostając słynny La Mer chyba każda blogerka kosmetyczna chciałaby wyrobić sobie na jego temat własne zdanie. I ja właśnie jestem na tym etapie 🙂 Owszem – jego cena to jakiś kosmos, ale tak samo kosmosem jest dla mnie torebka od Korsa, a jednak każda do niej wzdycha i wolałaby ją od tej za 50 zeta z bazaru 🙂 To tak krótko i delikatnie 😉
Born Pretty Store
Od dawna próbuję się zmobilizować do powrotu do hybryd, ale wieczorem jestem tak padnięta, że gdy tylko Nadia wreszcie uśnie, ja od razu padam na stojąco. Zawzięłam się jednak, że nauczę się wreszcie stemplować i po pierwszych próbach wreszcie coś mi wychodzi. Skorzystałam więc z promocji i wybrałam kilka lakierów do stempli, wielkanocną płytkę i kopytko do usuwania skórek. uwielbiam ich paznokciowe gadżety bo są niezwykle funkcjonalne.
Oriflame
Nie byłabym sobą gdybym nie skusiła się na ich perfumy. Bardzo je lubię i chętnie po nie sięgam. Tym razem Wonder Flower wzięłam dla samego flakonu, ale zapach okazał się być mega udany. Masquerade za to ma naprawdę strasznie tandetny design, za to pachnie obłędnie. Rękawiczki pielęgnacyjne z końcówkami do smartfona to mój absolutny hit. Nienawidzę tłustych dłoni po kremie, a dzięki nim mogę spokojnie nacieszyć się wieczornym przeglądaniem neta. Szczotka na długiej rączce to tak naprawdę gadżet dla mojego męża czyściocha. Dla mnie zaś torebka, którą mogliście już widzieć w innym zestawieniu na Insta.
Drogerie Natura
Jak zwykle zero zawodu. Cudne duochromowe lakiery od Mysecret, tinty do brwi z Kobo, które rzuciły na kolana pół blogosfery oraz rozświetlacz i tusze z Sensique. Uwielbiam kolorówkę marek własnych Natury, są po prostu świetne.
Rossmann, Biedronka, Aliexpress…
Isana to tradycyjny zakup z Rossmanna, zawsze wychodzę z nowością. Teraz czaję się na kawę z wanilią. Pędzelek to zakup z Biedronki. Jak na całe 6,90 zł jest naprawdę spoko. I ładny i funkcjonalny. Czepek kupiłam z myślą o włosingu, aby dodać ciepła czepkowi foliowemu. Na razie jednak nie umiem zmieścić pod niego mojej czupryny…
Dodatki do Bullet Journala
Jak już wspominałam, oszalałam na punkcie planowania w notesie DIY. Większość rzeczy do tego celu pochodzi u mnie z Ali. Tym razem wreszcie dotarły przekładki, washi tape z wakacyjnymi motywami i naklejki z listkami. Czekam już na kolejne rzeczy pod majowy projekt. Jeśli mi się uda to będzie rowerowo 🙂

Wydawnictwo Muza
W marcu dotarły do mnie dwie pozycje – Help Me i W domu jak w raju. Pierwsza pozycja to coś dla wszystkich poradnikomaniaczek – taka Bridget Jones poradnikowego świata!. W domu jak w raju zaś pomaga odpowiednio dobrać rośliny do wnętrz. Ponieważ jestem na etapie urządzania domu, bardzo mi się się przyda.

Książka marca
Czaiłam się na nią dość długo, ale ciągle miałam milion rzeczy na głowie i naprawdę pierwszy kwartał tego roku był totalnie nieproduktywny w książki. Jak już kiedyś Wam wspominałam, uwielbiam New Adult. Książka to dla mnie rozrywka i odpoczynek. I choć w zasadzie nie ma dla mnie gatunku, który by mnie w szczególności odrzucał, to jeśli mam się odprężyć to musi być Harry Potter albo… New Adult. Mam z tej kategorii mnóstwo ulubionych pozycji. Trafiłam tez na kilka gniotów jednak dzięki świetnemu blogowi http://goschebooks.blogspot.com/, na który uwielbiam zaglądać, zawsze wyniucham coś ciekawego. Już na początku roku sporządziłam wstępną listę, teraz tylko ją uzupełniam. 
Gdy czytałam opis Birthday Girl Penelope Douglas miałam mieszane uczucia – ona 19 lat on 38 – ojciec jej chłopaka… Bałam się papki w stylu Greya, a nie tego oczekuję od tych powieści. Lubię ciekawe historie, w których wątek miłosny jest spójną częścią, a nie takie, które skupiają się tylko na „kocha-nie kocha”. I tutaj było naprawdę świetnie! Postaci miały swoje wady i zalety, była akcja i pewna niewiadoma. Czuję, że będę do niej wracać. W ogóle to muszę się zmobilizować i wrzucić moje ulubione książki z tego gatunku zaczynając od Maybe Someday, czyli mojej książce na deprechę 😀

Jak tam Wasz marzec? Coś ciekawo wpadło do Waszych zbiorów? A może macie jakąś ulubioną książkę? Dajcie znać 🙂

Poprzedni

Następny

Pin It on Pinterest