Dziewczyny! No i chłopaki też!
Miało być dziś o czymś zupełnie innym, jednak po kolejnej wizycie w Rossmannie i po kilkunastu przeczytanych postach o zachowaniu klientek postanowiłam poprosić Was o odzew.
Wiem, że może nie mam aż takiego rozgłosu, ale spróbujmy razem, tak po prostu we wspólnym interesie stworzyć akcję przeciwko otwieraniu pełnowartościowych kosmetyków w drogeriach i sklepach kosmetycznych.
Czy ktokolwiek z nas nie widział osoby, która bez pardonu otwiera maskary do rzęs jedna po drugiej, bo przecież musi obadać szczoteczkę?
Pomadki jedna za drugą bo musi poznać kolor?
Cienie jeden za drugim, bo musi zostawić odcisk swojego palucha?
A może jogurt jeden za drugim aby sprawdzić smak? Nie? Jogurtu mówicie, że nie?
No właśnie!
To czemu wprowadzają bakterie, wirusy, grzyby czy inne mikroby do pełnowartościowych kosmetyków? Każdy z nas będąc na zakupach jest ich siedliskiem, bo ot chociażby otworzył przed chwilką drzwi do sklepu swoją zacną dłonią. Nie snuję opowieści wyssanych z palca, długie godziny spędzone przeze mnie w laboratorium dały mi niezłe doświadczenie w tym temacie.
Problem w tym, że kosmetyki to świetna pożywka dla takich stworzeń, które w świetle ciepłych lamp rozwijają się i namnażają ekspresowo. Czy na pewno chciałabyś być tą osobą, która potem w domu nałoży ten produkt na siebie?
Alchemiczno-kosmetycznie i nie tylko napisała dziś o tym idealnego posta.
Spróbujmy razem uświadomić innych, że to nie jest dobra praktyka. Ja jedna, czy kilka innych blogerek nie mamy szans, ale może gdy zbierze się nas większa rzesza to nasz głos będzie wreszcie lepiej słyszalny?
Co Wy na to?
Wiem, że zdecydowana większość klientów popularnych drogerii nie czyta blogów, ale za to sklepy i firmy kosmetyczne współpracują z blogerkami, ot chociażby rzeczony Rossmann.
Być może nasz głos, jako równoprawnych klientów Rossmanna czy innych drogerii, skłoni firmy do skupienia się na problemie.
Foliowanie kosmetyków czy inne zabezpieczenia to dobry pomysł, ale myślę, że ważne jest, aby edukować również same ekspedientki, a także dawanie im możliwości do ostrzejszego reagowania, gdy bezmyślna kobieta sieje spustoszenie w szafach.
Nie twierdzę absolutnie, że wszystkie ekspedientki nie reagują, co to to nie. Czasami jednak zdarza się, że same otwierają pełnowartościowe produkty, aby pokazać je klientom. Smutne i przerażające zarazem.
Dlatego jeśli tylko zgadzacie się ze mną i jesteście świadomi problemu to proszę Was, zwróćcie uwagę na ten problem na swoim blogu, profilu facebookowym KLIK czy po prostu wśród znajomych. Nie róbmy sobie nawzajem przykrych niespodzianek.
świetna akcja, jednak podejrzewam, że jakaś część ludzi i tak będzie grzebać w kosmetykach, bo testery…. no właśnie co z nimi nie tak ? mam jednak nadzieję, że uda się ograniczyć takie działania mimo wszystko i oczywiście się przyłączam 🙂
Nie wiem już czy to jest bezmyślność, głupota czy złośliwość. Przecież i tak w sklepie nie nałożysz cienia na powiekę czy szminki na usta ( tak, wiem, niektórzy to robią, ale to już naprawdę jest dla mnie kosmos ), tester też służy moim zdaniem bardziej poglądowemu zapoznaniu się z kolorem czy konsystencją. Nie wiem po co otwierać pełnowartościowy produkt, przecież i tak nie da się idealnie tego przetestować w warunkach drogeryjnych :/
próbujesz zrozumieć głupotę? ;)))
Hahaha słusznie 🙂 Tego zrozumieć się po prostu nie da 🙂
oj tak zdecydowanie głupota chyba połączona z poczuciem,że jak użyje "świeżego" to lepiej sprawdzę kolor, cóż mam nadzieję, że w małym stopniu da się z tym zawalczyć…
Osobiście nigdy nie widziałam, żeby ktoś otwierał kosmetyk, jak obok stoi tester. W okolicznych drogeriach (Rossmann, Natura itd..) widzę SPORE niedobory testerów, albo nie ma ich wcale. Żeby nie było, mnie też szlag trafia jak widzę, że ktoś otwiera nowe kosmetyki, największym hitem są dla mnie tusze do rzęs. Ale z drugiej strony wg mnie są głównym winowajcą takiego zachowania, bo jeszcze nie widziałam, żeby ktokolwiek potępił klienta, nie wspominając o tym, że panie pracujące w drogeriach same otwierają kosmetyki, żeby je pokazać.
Niestety otwieranie kosmetyków jest nagminne, czasami tester wygląda lepiej niż pełnowartościowy produkt i naprawdę nie dramatyzuję 🙂 Brak testerów to rzeczywiście podstawowy problem, mimo wszystko również jestem za zdecydowanymi reakcjami ze strony obsługi. Standardem powinno być to, że nie wolno otwierać, niezależnie od tego czy to kosmetyk, jedzenie czy inny produkt. Po prostu nie!
To teraz będę się bała kupować cokolwiek w drogerii. Naprawdę do głowy mi nie przyszło, że można tak postępować i bez pardonu rozpakowywać kosmetyki. Ble. Ohyda.
I tak baaaaardzo rzadko bywam w drogeriach, a teraz to już naprawdę zaczną być prawdziwie "odświętne" wizyty.
I naprawdę dziwi mnie brak ze strony personelu, o czym tutaj dziewczyny wspominacie. Nosz, nie bez podstaw te produkty są foliowane. Reakcje powinny być zdecydowane – "macane należy do macanta". To jak otwarcie paczki czipsów, aby sprawdzić czy mają takie prążki, jakie lubię :/
Przyłączam się, bo to jest po prostu paranoja. Zawsze staram się sięgać po kosmetyki, które stoją na samym końcu półki i modlę się, żeby były niemacane :/ Czy to taki problem dla producenta, żeby jakieś małe zabezpieczenie założyć? Bo czasem nie można się zorientować, czy coś jest otwierane :/
Też zawsze grzebię gdzieś przy końcu modląc się o nowy egzemplarz. Folie z boku są ułatwieniem – przynajmniej uczciwy klient ma szansę kupić nowy, niemacany produkt.
Zgadzam się 100% przy okazji tej akcji nie miałam z tym do czynienia, bo zwyczajnie nie byłam w drogeriach. Pamiętam natomiast sytuacje przy innych akcjach -40% czy zwykłym wyjściu do Rossmana czy innych.
No właśnie, to jest po prostu nienormalne. Nie wiem, ja nigdy nie otwieram nigdzie pełnowartościowych produktów. Niektórzy natomiast muszą wymacać wszystko i wszędzie :/
Akcja jest dobra, ale osobiście myślę, że należałoby zwrócić się w stronę producentów/dystrybutorów bo to ONI są odpowiedzialni za to w JAKIM wydaniu produkt trafia na półkę. Co więcej wymusiłoby to może większą liczbę testerów i lepszą świadomość nie tylko po stronie Konsumenta, lecz głównie Sprzedawcy.
Problem jest wszędzie taki sam, niektóre firmy radzą sobie lepiej, inne gorzej. Szkoda, że nie jest to ujednolicone :/
Właśnie o tym pisałam, foliowanie czy inne zabezpieczenia to powinien być standard. Wtedy masz pewność, że kupiłaś pełnowartościowy produkt, a nie szukasz i szukasz wśród zmacanych egzemplarzy jednego nietkniętego bądź wracasz do domy z czyimś paluchem na cieniu.
Dlatego też cały czas twierdzę, że obowiązek powinien spoczywać na producencie. Tak, aby produkt który trafia do sprzedaży JUŻ był zabezpieczony.
Ale z drugiej strony – czy osoba, która otwiera nie powinna się wstydzić ? Skoro firmy stworzyły sklepy samoobsługowe i zaufały, ze ludzie nie będą wyjadać jogurtów z lodówek czy dżemów ze słoików to tak samo nie powinni próbować kosmetyków. Poza tym, nawet oklejony produkt ma często zdarte opakowanie i jest wypróbowany. To jest wstyd jeśli ktoś tak robi i nie widzi w tym nic niestosownego. Jakoś innych zakazów potrafią się trzymać, gdyby więc wiedzieli, że za przyłapanie na otwieraniu będą musieli zapłacić za produkt to może by się powstrzymali. Nie z przekonania, ale ze strachu.
Wiesz, moja szwagierka pracuje w dużym sklepie samoobsługowym i nieraz opowiada jak ludzie idąc przez sklep zjadają bułkę (nie płacąc), wypijają jogurt (opakowanie wrzucają za regał) a dzieciom dają drobne owoce lub cukierki, które można samemu sobie pakować. Powinni się wstydzić, ale nie wstydzą się. Wręcz przeciwnie, robią awantury, kiedy ktoś im zwróci uwagę, ze tak nie wolno.
Ręce opadają, o innych częściach ciała nie wspomnę …
Marto, pracowałam w handlu i wiem jak to wygląda od drugiej strony. Sklep samoobsługowy czy też nie, nie ma znaczenia. Znam przypadki, gdzie to personel próbowała na sobie produkty, które potem szły do sprzedaży. Temat rzeka, a ludzie? Powiem tak, wstydu nie mają…. Zakazy? pamiętam jak miałam szkoleniowca, który zawsze powtarzał, że karanie Klienta za takie praktyki nie jest pro-klientowskie…. i obsługa miała związane ręce. Pewne rzeczy narzuca się z góry, dlatego też jeżeli dana firma nie zmieni praktyki sprzedaży swojego towaru dalsza część łańcucha może mieć bardzo niewielki wpływ. Do tego powiem Ci, że kiedy zgłaszało się do danej firmy uwagi tzw. feedback i faktycznie im na nim zależało, towar w nowych partiach wracał z dodatkowymi zabezpieczeniami lub… wymuszał na sklepie dodatkowe zabezpieczenia. Temat jest skomplikowany… do tego wiele osób jest bezkarnych w myśl zasady, płacę to wymagam….
Małgosiu wiem – pracowałam kiedyś w Carrefourze – zgodnie z zasadą "nasz klient nasz pan" ludzie zaczęli myśleć, że w sklepie wolno wszystko. To jest smutne i przerażające jednocześnie. Mimo wszystko im dłużej patrzymy na to obojętnie tym gorzej się dzieje. Pewne praktyki powinny być tępione powszechnie, tak, aby klient był klientem, a nie zwyczajnym szkodnikiem.
Hexx, też pracowałam w handlu i strasznie mnie to drażniło, ze klient może wszystko. To jest idiotyzm – im większą daje się swobodę tym większe zniszczenia. Niektórzy ludzie zachowują się jakby w sklepie można było wszystko i głęboko liczę na to, że w końcu sklepu na swojej "pro-klientowości" się przejadą. Jakieś granice być powinny, a im bardziej się popuszcza, im częściej przymyka się oko na pewne praktyki, tym jest gorzej. Kiedyś towar podawał sprzedawca i ludzie musieli z tym żyć, teraz nie potrafią docenić tego co mają. Temat rzeka i uważam, że wspólny problem i producentów i dystrybutorów, ale również klientów. Nie powinno się zamiatać sprawy pod dywan.
Marto, masz rację, nie powinno zamiatać się sprawy pod dywan ale jako pracownik mogłam niewiele, bo jedynie dostosować się do wymogów panujących w pracy. Z kolei jako klient unikam coraz częściej miejsc, gdzie towar jest macany i nie ma kontroli nad sprzedażą. Co więcej, nie wracam do takich miejsc… Wolę wybrać opcję online lub czasami zapłacić drożej, ale iść do tzw. konkurencji. Czasami zwracam uwagę komuś, kto otwiera towar w celu samego zmacania ale często też odpuszczam, nie mam ochoty na pyskówki. Pewnie to żadne rozwiązanie, ale idąc na zakupy chcę się zrelaksować.
Wiem Asiu, często pracownik nie ma prawa zwrócić uwagi, żeby nie spłoszyć klienta, bo konkurencja nie śpi. Sama też wolę obecnie zakupy internetowe, a jeśli chodzi o zwracanie uwagi, kilka razy zostałam zwyzywana od bezczelnych smarkul… Mnie macanie towaru odstrasza, gdy widzę grono bab otwierających wszystko jak leci robi mi się nie dobrze. Dziś poszłam po jedną konkretną szminkę, cudem ją kupiłam, ale nawet nie miałam ochoty oglądać nic więcej… wszystko upaćkane i umazane od otwierania.
Doskonale Cię rozumiem i najgorsze jest kiedy tego typu praktyki zachodzą w stosunku do towaru, który ma wystawiony tester na widoku….
Czasami ten tester wygląda lepiej nie pełnowartościowy produkt, nie wiem czy na złość czy z głupoty, naprawdę nie ogarniam.
Przylaczam sie, mam juz dosc takich zachowan macaczy:)
Ja zdecydowanie też! To jest nie do zniesienia.
Masz 100% racji co do tych macaczy drogeryjnych – dzisiaj widziałam parę która sobie otwierała każdy żel i wąchała no masakra jakaś. Ale cóż my za dużego wpływu na to nie mamy co robią inni. Najlepiej właśnie byłoby jakby każdy produkt był zafoliowany bo wtedy byłaby większa pewność o to że nikt nie wkładał palucha w dany kosmetyk 🙂
Ale jak tak dłużej o tym myślę, to czasami zdarza się, że nawet zabezpieczone produkty stoją otwarte. Choć owszem to by było ułatwienie przede wszystkim dla nas, nie trzeba by było sięgać po żel z samego końca i modlić się, żeby nie okazało się, że ktoś przed nami już go macał…
rada od sprzedawcy z drogerii: bierzemy ze środka, gdyż te z przodu często lądują na końcu 😉
A to fakt 🙂
Ja zawsze staram się zwracać grzecznie uwagę takim "macaczom", ale fakt faktem problem z tego co obserwuje w drogeriach jest coraz większy, a sama obsługa chyba udaje, że niczego nie widzi..
Anomalia
Anomalia super, ja też staram się choć niestety wiele pań reaguje wręcz agresywnie. Co do obsługi – nie chcę na nich wieszać psów, wiem, że czasami nie mają już siły, bądź odgórnie mają nakaz, aby nie stresować klientów. Niedopuszczalne jest jednak, gdy ekspedientka sama otwiera pełnowartościowy produkt i pokazuje, że wolno!
oprócz tego, że klienci grzebią w kosmetykach dochodzi jeszcze jeden problem: chemia domowa (płyny do płukania, prania etc.) jest odlewana przez pracowników marketów :/ zauważcie ile w butelkach tego jest w markecie, a ile w małym sklepiku, zwróćcie uwagę na konsystencję – niektóre są rozcieńczane wodą po odlaniu :/
to jest nagminne niestety, z tym też nie można się zgadzać :/
Teraz to mi szczęka opadła… nie wiedziałam o takim procederze choć czasami zdarzało mi się, że kupiłam produkt, który miał inną konsystencję niż poprzednik. Normalnie w głowie mi się to nie mieści, to tak jakbym ja z pracy kradła spinacze biurowe czy papier do drukarki – wzbogacę się o 5 zł… masakra.
to jest nagminna praktyka, dlatego chemii nie kupuję w dużych sklepach, wolę zapłacić więcej, ale wiedzieć, ze dostaję pełnowartościowy produkt :/ a wystarczyłoby tak niewiele: malutka folia przyklejona na opakowaniu :/
Ta folia i tak często nie ochroni produktu, ale przynajmniej wiesz, czy towar był otworzony. Ja dziś cudem dorwałam wymarzoną szminkę i miałam pewność, że nikt nie macał bo była na niej z boku przyklejona, nieprzedarta naklejka. Tak nie wiele, a o ile większa przyjemność z zakupów.
Bezwzględnie się z tym zgadzam!
Witam w klubie 🙂
Zgadzam się z Tobą, ale kurcze samej mi się czasem zdarzy otworzyć żel pod prysznic, żeby poczuć zapach, musi mnie ktoś kiedyś porządnie okrzyczeć 😉
Wiem, że to kusi – też wielokrotnie brałam żel i tak bardzo, bardzo chciałam znać jego zapach. Mimo wszystko staram się myśleć, że jest w tym głębszy sens i żel rzecz nabyta, raczej nie będzie śmierdział aż tak, że nie dam rady go zużyć. Następnym razem najwyżej kupię inny, a śmierdziela obsmaruję na blogu 🙂 W każdym razie uważam, że taka postawa jest właściwa.
Popieram i przyłączam się do Twojej akcji!
Dziękuję i cieszę się, że jest nas coraz więcej 🙂
Też mnie irytuje takie zachowanie…
Czasami aż nie ma się słów, jak słyszy się co kobiety potrafią wyprawiać…
świetna akcja!
:* cieszę się, że osób o podobnych poglądach jest więcej.
Co do kolorówki to w pełni się zgadzam. Natomiast mam trochę inne podejście do żelu pod prysznic czy też dezodorantu. Niestety brakuje w sklepach testerów, a wiadomo, że każdy chce wiedzieć jak pachnie ten asortyment. Każdy ma inne preferencje zapachowe i powinien mieć możliwość, aby przed zakupem poznać zapach tego produktu.
Szczerze powiem, że żel pod prysznic zawsze jakoś zużyję, i najwyżej więcej go nie kupię.
i co dezodorantem psikam żeby sobie powąchać? I ktoś poźniej kupuje 3/4 a nie całość opakowania.
Jestem za tym żeby powąchać sobie np. na kulkach. Tak u mnie w rossku ochrona każe robić
Nie mówię o psikaniu, tylko właśnie o powąchaniu kulki czy też korka 😉
Ja zgadzam się z kascysko – jeszcze nie spotkałam żelu, którego zapachu nie mogłabym znieść. Zużywam i najwyżej kolejny raz nie kupuję, gdy zapach mi nie odpowiada.
A jeśli chodzi o dezodoranty czy kulki, jeśli najpierw się nie psiknie lub nie ruszy kulką, to nie da się poczuć zapachu. Wiem, że jest to problem, ale serio kupuje w ciemno.
Dlatego wolę kupować online, bo zawsze dostaję nowy produkt 🙂
Dokładnie tak, ja też coraz chętniej wybieram tę formę zakupów. Dodatkowo, z racji na zamieszkanie w niedużym mieście, po prostu wiele produktów jest dla mnie niedostępnych stacjonarnie :/
oj swietre słowa!! ile ja juz razy mialam ochote komus zwrocic uwage i chyba niedlugo zaczne tak robic bo to przechodzi ludzkie pojecie
Kilka razy zwróciłam i zostałam zwyzywana od bezczelnych smarkul, teraz często rezygnuję z zakupów przy okazji promocji, bo nie umiem się powstrzymać. Dla mnie jest to naprawdę chore!
bardzo przydatna akcja, sama jest przeciwko masaczom 🙂
Super post! Sama prawda!
Tak jest! Podpisuję się rękami i nogami! 🙂
a co w przypadku gdy nie ma testerów tuszy do rzęs? wiele razy już spotkałam się z tym w rossmanie. wiem ze podczas otwierania dostaje sie tam powietrze i tusz szybciej wysycha ale czasem nie ma mozliwosci sprawdzenia szczoteczki a w ciemno raczej ciezko kupic cos dobrego. to jedyna rzecz ktora sama sprawdzam bo nie mam innej mozliwosci. ale generalnie przylaczan sie do tepienia osob ktore testuja pelbowartosciowe produkty na dloni, ustach czy gdziekolwiek bo w wiekszosci przypadkow są testery lub wystarczy spojrzec np na cien do powiek zeby widziec czy jest ladny.
Skoro masz dostęp do internetu, to użyj go do sprawdzenia zdjęć szczoteczki czy przeczytania opisu konsystencji, a otwieraj tylko ten tusz, z którym idziesz do kasy. To takie proste 😉
Wyobraź sobie, że kupujesz tusz potraktowany tak samo przez osobę, która ma takie podejście jak i Ty. To jasne, że wolałabyś kupić świeży produkt, a nie zaschnięty, bo ktoś musiał go przecież wcześniej obejrzeć. Proponuję więc postępować według zasady 'nie rób drugiemu co Tobie niemiłe'. 😉
tak ale wtedy musiałabym przejrzeć wszystkie istniejące tusze z danej drogerii a skąd mam wiedzieć jakie tam są? bez przesady, takie kosmetyki raczej szybko schodzą i dobry tusz nie powinien zaschnąć nawet w domu po paru miesiącach użytkowania. Poza tym ostatnio kupiłam tusz (drugi raz ten sam) więc otworzyłam go dopiero w domu i zastałam lekko skrzywioną szczoteczkę, więc lepiej się czasem upewnić zanim się coś kupi bo co z tego, że ja czy Ty czy ktoś tam jeszcze nie otworzy żadnego kosmetyku jak znajdą się tacy, którzy na dodatek go zniszczą. Zawsze tacy ludzie się znajdą 🙁
Ja nie potrafię ocenić patrząc na szczoteczkę czy tusz jest dobry, więc zastanawiam się jak inne dziewczyny to robią? Wróżki?
Co do tego, że "dobry tusz nie powinien zaschnąć nawet w domu po paru miesiącach użytkowania" to kompletnie się z tym nie zgadzam. Kupiłam w ciągu ostatnich 6 miesięcy 8 tuszy w drogeriach, z czego było 6 praktycznie zaschniętych na wiór. Oby więcej tak myślacych osób jak Ty nie było ;]
Tak tak, teraz wszystkie z was są takie świadome – nigdy nie otwierają kosmetyków i zawsze mają ochotę zwracać uwagę innym.. Szczerze? Jakoś nie chce mi się w to wierzyć. Widać co się dzieje w drogeriach, a zwłaszcza podczas promocji. Dziki szał..
Biorąc pod uwagę ile osób przeczytało ten post, a ile się wypowiedziało to smiem twierdzić, że te które się wypowiedziały mają podobne zdanie do mnie.
Poruszałam ten temat na moim blogu przy okazji krytyki drogerii natura (gdzie nikt nie pilnuje macantów)
Wiele osób się przyznało do tego że maca i nie widziało problemu.
Ja bym takim osobom jogurt czy inny produkt spożywczy dała do kupienia gdzie leży on bóg wie ile na sklepowej półce. Szkoda że u nas nadal ciemnogród
strasznie mnie to denerwuje.. chyba każdego
Powiem Wam lepiej dziewczyny! Ostatnio w moim sklepie (sieć chyba w całej Polsce – Społem) pojawiły się lakiery do paznokci i płacąc za zakupy za ladą pani ekspedienta malowała sobie nimi paznokcie a później odłożyła na miejsce lakier!!! No myślałam, że wyjde z siebie.. tak żałuję, że nie zwróciłam uwagi, ale cóż.. mam nadzieje, że w przyszłości będę umiała zwrócić uwagę!
Przyłączam się 🙂
dlatego kupuję tylko hermetycznie zapakowane, fuj ;p
Według mnie wina leży i po stronie sklepów. Czasem szukam, szukam i nie widzę testera… przyznam, że ostatnio tak było i wtedy pozwoliłam sobie otworzyć pomadkę, wysunąć, zobaczyć kolor i wsunąć(nie, nie malować po dłoniach ani nic-zobaczyć kolor wysunięty). Po odnalezieniu oczywiście wzięłam…na szczęście "niemalowany"(na półce panował taki bałagan, że musiałam sprawdzać kolory, bo w rządku wszystkie były po-przemieszane :/). Z drugiej strony szukałam raz cieni(byłam zdecydowana na dwie nazwy-z tyłu napisane, więc prosto). Nie otwierałam ich i dopiero w domu okazało się, że na jednym z dwóch był ślad palca(a był ostatni taki)…raz szukałam podkładu, otworzyłam pokrywkę, żeby zobaczyć czy był już przez kogos brany… cały umazany i pani do mnie, że innych nie ma. Albo otwarty tusz…i innych nie ma… dlatego często szukam "z tyłu", bo produkty "z przodu" półek często traktowane są jak testery. Gdy są ostatnie jest strasznie.
Problem tkwi w niewłaściwym zabezpieczeniu kosmetyków. Producenci nie wiadomo czemu nie przyklejają "plomb" w miejscu otwarcia, nie foliują kremów, pewnie chodzi o oszczędności. Do nich wiec lepiej byłoby taki apel wystosować i np. trzy miechy nie kupować rzeczy nie zabezpieczonych
Przykro mi, ale ja nie usprawiedliwiam osób, które otwierają. Czy wszystko musimy mieć za kratami i na klucz? Jakoś do innych wymogów potrafimy się dostosować, a do prostego i bardzo logicznego nieotwierania kosmetyków już ni. Dziwne to i smutne.
Bardzo ciekawy i przydatny blog. Gratuluję pomysłu i zapraszam też do mnie.
http://www.odpowiedzinatrudnepytania.pl
nie kupuję kosmetyków, które nie mają zabezpieczeń – to daje mi świadomość, że nie było tam wcześniej macanta
jedyne odstępstwo to lakietu do paznokci, bo to praktycznie sama chemia i tam żadna zaraza się nie utrzyma
Jestem jak najbardziej za! Koniec z pootwieranymi kosmetykami! Najgorzej, gdy nadchodzi czas promocji – wówczas ostatnie sztuki kosmetyków must have są pootwierane, bo oczywiście tester to nie to samo… Aż jad sam wycieka z ust na podobny widok. Kosmetyki powinny być jednak foliowane, a producenci powinni dostarczać próbek, które były by w adekwatny sposób użytkowane.
Pozdrawiam
Popieram akcję z całego serca! Kiedyś mojej mamie udało się kupić zeschniętą maskarę bo ktoś przed nią ją otworzył! Innym razem nie kupiłam szminki bo jakaś kobieta zostawiła na miej odcisk ust! Takie zachowanie jest karygodne.
Wystarczy kupować kosmetyki w sklepach internetowych albo na Allegro, u nas (jestem właścicielką takiego sklepu) nic nie jest obmacane i na dodatek z reguły znacznie tańsze niż w stacjonarnych sklepach. Ja w drogeriach tradycyjnych nie kupuję niczego co można otworzyć przed zakupem, to okropne gdy pomyślę co niektóre dziewczyny robią w drogeriach.
Absolutnie nie wystarczy!!! Czy musimy dawać zawsze przyzwolenie na takie zachowania? Po to są sklepy żeby w nich kupować i podstawowe zasady higieny ( jeśli już o kulturze nie może być mowy ) powinny być przestrzegane. Sama bardzo lubię zakupy online i zdecydowanie częściej korzystam z nich niż z zakupów stacjonarnych, ale mimo wszystko nie mam zamiaru dostosowywać się do idiotyzmu niektórych osób.
Ja pracuję w Rossmannie i słuchajcie… co kobiety robią z tymi kosmetykami i perfumami to jest nie do opisania. Nie obwiniajcie sklepów za brak testerów. Zamawiamy je na bierząco. Tylko problem polega na tym, że one rozpływają się w powietrzu bardzo szybko bądź po paru dniach są tak zmasakrowane (zwłaszcza szminki i cienie), że nie nadają się do użytku. Od czasu do czasu czyścimy te testery, ale złamaną szminkę, źle włożoną, potem przez kilka następnych klientek otwieranych i zamykanych powoduje, że uświnione jest całe opakowanie i wszystko dookoła.
Mija się ludzi na ulicy i wydają się normalni. A kiedy wchodzą do sklepów niewiadomo co w nich strzela i zachowują się jak jakieś dzikusy.
Raz klientka chciała dobie kupić puder, ale nie było testera do niego, bo jak zwykle został skradziony, po czym bezczelnie zaczęła przy mnie rozklejać folię zabezpieczająca i otwierać produkt, żeby pomazać paluchem. Stanowczo powiedziałam, żeby nie otwierała produktu i żeby mi oddała to, a ona wręcz jakby chciała mnie odepchnąć ramieniem i odwróciła się do mnie plecami, zeby mogła spokojnie sobie otworzyć.
To jest po prostu brak kultury i zwykła bezczelność.
Ja gadałam z babeczkami w moim Rossmannie, one już nie mają siły zwracać uwagi bo albo jest foch i bulwers, albo i tak żadna nic sobie z tego nie robi. Owszem, są i takie ekspedientki, które same pokazują pełnowymiarowy produkt – to już jest kpina, ale generalnie większości współczuję tego, ze muszą się użerać z bandą pustaków. Inaczej takich osób nazwać nie można, we mnie budzi się instynkt mordercy gdy widzę jak dziewucha otwiera 20 maskar do rzęs… no nie mogę, naprawdę sama przed sobą bym się wstydziła gdybym coś takiego zrobiła…
A co miała kupić kota w worku? Albo puder o 3 tony ciemniejszy od jej skóry?
Nie kupić wcale, albo wybrać inny produkt, a jeśli to takie dziwne i niespotykane to już nie mogę się doczekać kiedy komuś trafi się nadgryziona bułka, upity napój czy oblizany cukierek. No kota w worku mam kupować, przecież nie wiem czy to dobre…. Taki jest właśnie tok myślenia. Czasami byłabym za tym, abyśmy cofnęli się do czasów kiedy to towar podawał sprzedawca. Szczegół, że znam sprzedawców, którzy sami otwierają pełnowartościowe produkty…
Według mnie to problem jest z ludźmi… z drugiej strony powinno się dawać do tego co można próbki i nikt by nie otwierał pełnowartościowych opakowań z drugiej strony z praktyki wiem ze duzo jest probek ktore ekspedientki same sobie rozdzielają a dla klientów nic nie zostaje co jest przykre. Ogólnie to temat rzeka… notoryczne jest np. otwieranie żeli czy balsamów aby "sprawdzić jak pachną" mnie to zbulwersowało jak kiedyś ujrzałam matkę z dzieckiem która kilka żeli po kolei sobie od tak otwierała przecież kiedy otwiera się produkt zaczyna bić zegar z czasem ważności… ja nawet nigdy nie pomyślałam o czymś takim a co dopiero zrobić… według mnie takie osoby powinny być w jakimś stopniu karana bo w końcu może to nie jest niszczenie kosmetyków ale robienie że są mniej wartościowe od pozostałych a w końcu każdy co wydaje taką samą kwote chce mieć nowy i nie otwierany produkt… albo ten kto coś otworzy niech to od razu kupi. Ja rozumiem jeżeli by to jakiś dzieciak zrobił co nie wie co robi ale żeby dorośli ludzie tak się zachowywali to jest na prawdę karygodne i trzeba coś z tym zrobić!
Dokładnie – masz 100% racji! Ostatnio na zakupach kolejny raz byłam świadkiem jak kobieta otworzyła i powąchała wszystkie możliwe żele po czym wygrzebała egzemplarz z tyłu, którego oczywiście nie otworzyła. Aż na usta mi się cisnęło żeby coś jej powiedzieć, ale za zwracanie uwag można tylko oberwać. Wiem, że sklepy wchodzą teraz klientom w tyłek żeby tylko kupili produkt, ale uważam, że w takim momencie ochroniarz, który ogląda sobie monitoring powinien dojść do takiego delikwenta i zwrócić uwagę, ba! ja jestem nawet za tym żeby powiesić kartkę " towar otwarty uważa się za sprzedany", wiem, że żadna firma tak nie zrobi bo jest walka o klienta, ale niestety tak powinno być. Ja wiem, że nie ma testerów wielokrotnie, ale nie dajmy się zwariować – nie raz miałam żel, którego zapach nieszczególnie mi się podobał i przeżyłam. To jest szczyt bezmyślności, braku kultury i chyba zwyczajnej niewiedzy ze strony konsumentów. Temat rzeka… 🙂
Boże dziewczyny co wy się tak dosrałyście do tych żeli? Przecież one mają długi okres żywotności i nic złego się z nimi nie dzieje po otwarciu. Gdyby tak było nie sprzedawali by żeli po 1l tylko 100ml żeby jak najszybciej zużyć 😉 ojj nie popadajmy w skrajności
Ale powietrze w sklepie nie jest sterylne. Przychodzi przeziębiona kobieta, która 2 minuty wcześniej kichnęła i rozpyliła w powietrzu drobnoustroje, inna osoba dochodzi i wącha żel. A jak wącha się żel? Ściska butelkę i puszcza, zasysając tym sposobem powietrze do środka. Nie robię z siebie eksperta, ale na studiach wystarczająco długo wysiedziałam się w laboratorium badając również drobnoustroje, które unosiły się w powietrzu naszej sali laboratoryjnej – z założenia prawie sterylnej. Niestety to co potem ogląda się pod mikroskopem przyprawia o mdłości. I jak tak kilka osób otworzy, zassie, zamknie i ( o zgrozo ) odłoży, a weźmie nieotwierany produkt ( bo to najczęstsza praktyka ) to naprawdę produkt staje się bezwartościowy. A potem się czyta jak to coś kogoś uczuliło, podrażniło itd. itp.
popieram tą akcje zdecydowanie!
sama pracuje w drogerii i po przeczytaniu kilku komentarzy zauważyłam, że to pracownikom zarzuca się brak testera i zazwyczaj pracownik musi słuchać gderania jakiegoś babiszona że nie może sprawdzić testera. Po pierwsze testery powinni dostarczać przedstawiciele- na własną rękę, po drugie pracownice nie są od zwracania uwagi, bo zaraz by wylądowały na dywaniku u kierowniczki po trzecie śmiać mi się chce z ludzi, którzy pryskają dezodorantem , a potem biorą z tyłu (swoją drogą najświeższe są albo z samego przodu jak jest dostawa, albo gdzieś w połowie – te sprytnie schowane z tyłu produkty zazwyczaj są wymacane wypsikane itd nie ma sensu zostawiac ich z przodu, bo najlepiej towar w drogerii sprzedaje się z tyłu ;p
Powiem tak… widziałam ekspedientki, które same otwierały pełnowartościowy produkt co jest naganne bo pokazuje totalny brak świadomości i profesjonalizmu danej osoby. Nie generalizuję jednak i wiem, że są to pojedyncze przypadki. Panie w moim Rossmannie już nie mają siły, jak same twierdzą to jest "walka z wiatrakami", wiele osób po prostu nie zdaje sobie sprawy z tego co robi… Inna część robi to po prostu tak bezczelnie, że miałoby się ochotę dojść i wsadzić takiemu babiszonowi szczoteczkę od 10 otworzonego tuszu w … oko. Bo i tak ostatecznie weźmie, tak jak piszesz, ten z tyłu, a zostawi minę innej, nieświadomej osobie. Mam cichą nadzieję, że wreszcie firmy zrozumieją, że testery to naprawdę ważna rzecz. Nie wiem czy dożyję takich czasów… Bo niektórzy muszą powąchać nawet odżywkę do włosów czy lakier do paznokci…
A dlaczego do połowy kosmetyków nie ma testerów? Może powinni zacząć od tego? Idę do rossmana kupić sobie podkład bourjois i była tylko połowa testerów numer 52,53,54 a gdzie reszta? W lato używałam 52 na jesień/zimę chciałam 51 ale jak mam określić czy nie będzie za jasny? Czy nada się na moją cerę? Po samym numerku? Oczywiście nie otworzyłam pełnowartościowego produktu i wyszłam bez niczego. Ale powoli zaczyna mnie to denerwować bo nie raz było tak z różem, cieniem czy pudrem… Mam kupować rzecz za 50zł patrząc tylko na pudełko? A może czytając nazwę? No proszę was… Może sklepy zadbały by o testery?
Niestety, ale to denerwuje chyba nas wszystkich, ale moim zdaniem to nie jest żadne usprawiedliwienie dla otwierania pełnowartościowego kosmetyku. Niestety… Nie liczę na to, że firmy kosmetyczne nagle wezmą sobie sprawę do serca i zaczną foliować swoje produkty, wyprodukują więcej testerów, drogerie będą umożliwiać dostęp do wszystkich odcieni testerów, a klientki nauczą się kultury. Trzeba jednak o to walczyć, bo to wspólny interes.
ja też o tym pisałam w tym poście http://perfectfoundation12.blogspot.com/2015/01/zakupowa-etykieta-czyli-czego-nie.html
Witam w klubie, nie wiedziałam, że po tylu miesiącach mój post będzie budził jeszcze tak wiele emocji.
A ja się nie dołączam i powiem tylko tyle że jak sklepom nie zależy na sprzedaży i obsłudze klienta to będą mieć pootwierane produkty bo szlak mnie trafia jak idę do sklepu kosmetycznego i chcąc kupić sobie czy to perfumę czy nawet głupia pomadkę czy błyszczyk nie mogę przejechać sobie po nadgarstku żeby zobaczyć czy ten kolor to ten albo czy ten zapach to ten który mi się spodoba. Tak więc to Twój problem i reszty przewrażliwionych panienek które są tak sterylne nikt Tobie nie każe kupować w takich sklepach radzę się wybrać do takich gdzie jest bez problemu dostępność testerów a i produkty są wtedy całe nie otwierane. Niestety jak chodzisz np. do Rossmana to zawsze klient będzie otwierał bo ja też tak robię nie mam zamiaru kupować kota we worku i płacić 60 zł np za tusz nie widząc czy ta szczoteczka to taka którą lubię. Czyżbyś była właścielem jakiegoś sklepu kosmetycznego? 🙂 Czy chcesz być taka dobroduszna dla takich sieci jak np Rossman aby nie narażać go na straty?
Niestety wiele firm kosmetyczny zwyczajnie nie produkuje testerów. Szczoteczkę można sprawdzić sobie w internecie. Z całego serca życzę, żebyś kiedyś trafiła na otwarty produkt, umalowała się nim i dostała gronkowca 🙂 Wysiedziałam się w laboratorium wystarczającą ilość lat i napatrzyłam na rozwój drobnoustrojów na tak fantastycznych pożywkach jak np. szminka. Wchodzisz do drogerii, łapiesz za klamkę, na której ktoś przed Tobą zostawił swoje bakterie po wyjściu z toalety, a następnie na tą dłoń nakładasz pomadkę. Potem odkładasz na półkę, zapewne wygrzebujesz z tyłu, albo prosisz ekspedientkę o podanie nieotwartego egzemplarza ( bo po tonie wypowiedzi właśnie za taką osobę Cię uważam ) i wychodzisz szczęśliwa. Następnie ktoś nieświadomy, przychodzi po konkretną pomadkę, kupuje, idzie do domu, maluje się i kończy ot chociażby z opryszczką… Nie – nie mam sklepu kosmetycznego, mam za to doświadczenie i chronicznie nie cierpię takich brudasów. Na przyszłość sprawdź w sklepie spożywczym, czy to co kupujesz Ci smakuje no bo płacić za niesmaczny jogurt? No kto to widział…