Nowości lutego – gwiazdka, urodziny i dzień dziecka w jednym

Pisałam wczoraj tego posta przez jakieś 2 godziny. Gdy już wypieściłam go do końca i miałam publikować, blogger postanowił pokazać mi środkowy palec i straciłam wszystko… Zapewne tym razem nie będzie już tak zabawnie i błyskotliwie, ale postaram się odtworzyć moje wypociny. Ostatnie miesiące nie były dla mnie szczególnie owocne pod względem nowości. Do tego stopnia, że w grudniu i styczniu w ogóle nie pojawiły się nowościowe posty. Luty wcale nie zapowiadał się obficie, ale życie potrafi zaskakiwać i czasami naprawdę warto wierzyć w dobre wróżki 🙂

Promocja 2+2 w Rossmannie to coś, co zawsze przyciąga tłumy. Tym razem swoje święto mieli mężczyźni. Do promocji podchodzę ostatnio mocno praktycznie – z tego względu i mąż i tata wzbogacili się o żele pod prysznic, antyperspiranty i żele do golenia ( które sama czasami podkradam ). Sama o sobie jednak też nie zapomniałam. Od ok. 2 miesięcy usilnie próbuję zreanimować swoje loki. Dziewczyny na fejsbukowej grupie Curly Hair Project zawsze polecają do stylizacji żele z Tafta. Najpierw dopadłam je na obniżce, a potem okazało się, że wchodzą na promkę. No więc przygarnęłam kolejne sztuki. Do tego krem do loków z Isany i żel Wella Shockwaves Ultra Strong Mess Maker. Podobno wszystkie idealnie nadają się do loków. Żele pod prysznic z Isany to mój stały, zakupowy punkt. W promce kosztują 2,75 zł, a robią wszystko to co do nich należy. Przynajmniej w moim przypadku. Jestem tu dla Ciebie, Zeit fur Erholung i Rainbow Cake zdecydowanie trafiły w mój zapachowy gust. Nie mogę tego powiedzieć o micelu z Nivea… Znudził mi się Garnier i chciałam spróbować czegoś innego. No to sobie spróbowałam… teraz się będę męczyć….
Na walentynki zamarzyła mi się serduszkowa płytka do stempli. Chyba jeszcze w grudniu skorzystałam z promocji i zamówiłam ją na Born Pretty Store. Niestety zamówienia od nich idą wieki i moje dotarło do mnie dopiero 13 lutego. Zresztą na aliexpress często można znaleźć ich produkty sporo taniej, więc ostatnio zanim polecę na promocję, zawsze sprawdzam po ile można upolować je gdzieś indziej.
Moje kochane Golden Rose o mnie nie zapomniało. Paczuszka ze smakołykami dotarła do mnie rzutem na taśmę – 28 lutego. Początkowo nowe błyszczyki Vinyl Gloss wcale mnie nie zainteresowały, ale pani Marta stwierdziła, że testowo dorzuci mi je do paczki. O rany! Już zapomniałam jak świeżo i dziewczęco mogą wyglądać błyszczące usta. Do tego cudowne rozświetlacze w płynie którymi jestem szczerze zauroczona, wypiekana paletka rozświetlaczy i trio do konturowania. Myślę, że już niedługo możecie spodziewać się wielu makijażowych postów.

O zamówieniu ze sklepu Mydlasie mogłyście czytać ostatnio na blogu. Jestem wielką fanką półproduktów i stale uzupełniam zapasy. Teraz w zasadzie wszystko pod włosową pielęgnację. Skusiłam się na olej z ostropestu, olej neem, olejek lawendowy, zieloną glinkę, spirulinę i kwas hialuronowy. Wszystko już w użyciu, a przeczytać o poszczególnych produktach możecie poniżej:

W Walentynki chlipałam sobie ciuchutko bo mój Walenty tradycyjnie o mnie zapomniał. Aż tu nagle dzwoni do drzwi pani kurier ( spodziewałyście się pana hę? 🙂 i daje mi paczuchy. Byłam totalnie zaskoczona bo niczego się nie spodziewałam. Oriflame postanowiło przesłać całuśną Walentynkę – 22 nowe pomadki The One – mega kremowe i turbo napigmentowane. Kolory zostały przygotowane do różnych typów urody, a ja dzięki temu nareszcie mogę się przekonać w jakich odcieniach mi najlepiej.
KONKURS: 
Jeśli chcecie zgarnąć zestaw 22 nowych pomadek The One od Oriflame to wpadajcie na mój Instagram. Z okazji Dnia Kobiet mam dla Was taki piękny zestaw, którym możecie się podzielić z najbliższą Wam kobietką.

No i teraz moja wisienka na torcie. Specjalnie nieco przedłużałam, żeby zbudować napięcie 🙂 Czasami w życiu mamy taki sezon, że totalnie nic nam nie wychodzi. Bajki o matkach chrzestnych, dobrych wróżkach czy po prostu o tym, że dobro wraca wydają się nierealne. A jednak! Moja dobra wróżka nie tylko obdarowała mnie niesamowitym prezentem, ale też sprawiła, że chce mi się blogować jak nigdy! The Ordinary Caffeine Solution 5% + EGCG, The Ordinary AHA 30% + BHA 2% Peeling Solution, Nabla Poison Garden, HudaBeauty Amethyst Obsessions i Emerald Obsessions, Foreo Iris i Foreo UFO… chyba nadal nie mogę w to wszystko uwierzyć. Dla mnie to jak gwiazdka, dzień dziecka i urodziny w jednym. I to tak z góry za 5 lat 🙂
W lutym wreszcie nieco poszerzyłam moje książkowe zbiory. Powieści najchętniej czytam na Kindlu, ostatnio przede wszystkim New Adult bo wieczorem potrzebuję odprężenia. Poradniki jednak zdecydowanie preferuje w wersji papierowej. Od kiedy dostałam mój pierwszy – Perfekcyjna pani domu Anthea Turner ( jedynej, którą uznaję w tej roli ), mam wielką słabość do takich pozycji. Od Wydawnictwa Muza otrzymałam Nie odkładaj życia na później Joanny Godeckiej – niby prosty, niby nic odkrywczego, a jednak potrafi wywrócić spojrzenie na codzienność niczym wizyta u psychologa. czytasz i stwierdzasz, że to o Tobie i że rozwiązanie było niby takie oczywiste… W najbliższym czasie zdecydowanie muszę się zmobilizować do recenzji. Recepta na dobre zdrowie Frederica Saldmanna to kopalnia ciekawostek na temat zdrowia – a co najlepsze, nie są to jakieś wydumane podejrzenia, a fakty poparte większymi bądź mniejszymi badaniami naukowymi. Nie sposób się od niej oderwać, czytając ją ciągle pukałam męża wołają ” ooo a wiedziałeś, że…”. Cóż, jego entuzjazm nie był aż tak szalony 😀 Get Your Sh*it Together Sary Knight to Dziennik inaczej zwany Ogarnij się. Jest to miks porad z jej poprzedniej książki z miejscem na własne zapiski. Wiele rzeczy zamierzam wykorzystać w moim Bullet Journalu. 

Moja dobra wróżka zadbała nie tylko o kosmetyki, ale i o rozwój wewnętrzny ( zresztą o co ona nie zadbała, gdybym wszystko Wam pokazała to byście nie uwierzyły ). Cztery Umowy i Jak wyjść z dołka emocjonalnego to poradniki psychologiczne. Te z Was, które śledzą mnie na Insta pewnie coś już gdzieś wyczytały. Rzadko o tym mówię, ale jestem #teamnerwica i uczę się z tym żyć. 
Kolejne dwie pozycje to coś dla rozwoju bloga choć podobno niektórzy twierdzą, że blogi umierają. Jeśli jednak nadal planuję się tu wysmętniać, chciałabym to robić jak najlepiej. Magia Słów. Jak pisać teksty, które porwą tłumy i Jak pisać, żeby chcieli czytać ( i kupować ) to pozycje, na które muszę jak najszybciej znaleźć czas. Choć serce mówi, złap się za najnowszą Abbi Glines 🙂

Jak już pokazuję swoje książki to pochwalę się też książkową kolekcją Nadii 🙂

W lutym wreszcie zdecydowałam się na testy DNA w kierunku trombofilii wrodzonej. Mój zestaw pochodzi z www.testdna.pl i wyników mam się spodziewać ok. 19 marca. Trzymajcie kciuki bo trochę się cykam. Niby u mnie w rodzinie nikt nie miał zakrzepicy, ale wiem, że wszelkie problemy ciążowe mogą być nią generowane. Mam nadzieję, że nasze problemy to było po prostu dzieło przypadku…

A tak już z innej, nie do końca urodowej beczki. Zaczęłam kurację olejem CBD, Czy któraś z Was miała z nim do czynienia? Jak go stosowałyście? ( dla niewtajemniczonych – nie, to nie jest medyczna marihuana, nie – to nie ma właściwości psychogennych, nie – to nie jest z konopi indyjskich ).

Główna bohaterka większości zdjęć to urocza torebeczka z Rossmanna. Nie mogłam przejść obok niej obojętnie. Zaczynam mieć świra na punkcie eko-toreb tak jak na punkcie kubków 😀

Małą zajawkę marcowych nowości możecie podpatrzeć tradycyjnie na Instagramie.

Dajcie znać czy wpadło Wam coś w oko? O czym pisać w pierwszej kolejności? 
Udanej niedzieli! 🙂

Poprzedni

Następny

Pin It on Pinterest