Oczyszczający towarzysz „na dobranoc” – It’s Skin Green Tea Calming Foam

Szał na azjatyckie kosmetyki zdaje się nie mijać – przyznam, że w gąszczu najróżniejszych marek, ciężko się na coś zdecydować, tym bardziej, że łatwo można wdepnąć we wcale nie najlepszy skład. Pokazywałam Wam jakiś czas temu na Insta krem I’ts Skin z linii Caviar, który towarzyszy mi w wieczornej pielęgnacji. W zeszłym miesiącu do kremu dołączyła oczyszczająca pianka Green Tea Calming. Ponieważ jest już na wykończeniu, zmobilizowałam się, żeby wreszcie o niej napisać, bo przez tą przeprowadzkę i ogarnianie spraw zawodowych naprawdę nie mogę się z niczym wyrobić.

Opakowanie, pojemność i komfort używania 
Opakowanie kosmetyku to miękka tuba o pojemności 150 ml. Powiem szczerze, że naprawdę lubię kosmetyki do mycia twarzy w tubie – można łatwo zużyć je do ostatniej kropli, w przeciwieństwie do wygodnej pompki, która zostawia kupę kosmetyku na dnie. 
Zapach i konsystencja 
Konsystencja to taka jakby gęsta pasta. Wystarczy odrobinę, a w kontakcie z wodą faktycznie zamienia się w gęstą, puszystą piankę. Zapach jest mega przyjemny – delikatny, świeży i relaksujący. W kwestii kosmetyków do pięlęgnacji twarzy jest to dla mnie kwestia raczej trzeciorzędna, jednak powiedzmy sobie szczerze – składy składami, ale nikt nie lubi śmierdzieli…
Działanie
Po piankę sięgam z reguły przy wieczornym demakijażu choć zdarza mi się również rano. Bardzo szybko i komfortowo oczyszcza cerę. Świetnie usuwa makijaż w duecie z sebum nagromadzonym w ciągu dnia. Peelingujące drobinki to raczej taki ozdobnik bo jest ich kilka na krzyż i robią raczej za relaksujący masaż. Czasami bywa tak, że pierwsze dwa-trzy użycia są OK, a później kosmetyk zaczyna wysuszać i podrażniać. Tutaj absolutnie nie zaobserwowałam negatywnego działania. Strasznie podoba mi się szybkość działania – po całym dniu latania za moim hiper aktywnym maluchem, mam ochotę tylko paść jak długa do łóżka – cenię sobie więc ekspresowy, ale zarazem skuteczny demakijaż. I to zapewnia mi ta pianka.
Skład

No nie byłabym sobą gdybym się nie przyczepiła do paru szczegółów – kilka składników bym wywaliła albo zamieniła na inne. Nie jestem 100% naturalną purystką i w kwestii produktów „spłukiwanych” nie jestem tak ortodoksyjna.

Cena pianki to 42 zł i zgarniecie ją na Beautyikon. Myślę, że to jeden z ciekawszych produktów firmy It’s Skin.

Jakie są Wasze ulubione, azjatyckie marki? Macie swoich faworytów?

Poprzedni

Następny

Pin It on Pinterest